Jestes w: Home > Równowaga osobista > Twoje powodzenie w życiu zacznie się od razu po przeczytaniu ostatniej strony

Na szczycie

Przedsiębiorstwo Emila jest dzisiaj notowane na giełdzie, co przeraża jego rodziców, robotników na emeryturze, którzy ni­gdy nie składali swoich oszczędności w banku, bo nie mieli zaufania do ?systemu kapitalistycznego”. Historia Emila przy­pomina trochę tę Sylwestra – z punktu widzenia awansu spo­łecznego. Poznał on problemy związane z wejściem do klasy społecznej, z którą wcześniej nie miał nic wspólnego. Udało mu się skończyć studia inżynierskie, które z pewnością przygo­towały go do przyszłego zawodu, ale nie do wejścia w świat in­teresów i stosunków, jakie w nim panują. Emil musiał połączyć sukces zawodowy ze swoimi nowymi aspiracjami społeczny­mi. Aby tego dokonać, zmienił swój sposób wyrażania się, przyswoił sobie mechanizmy rządzące światem finansów, za­poznał się z grubsza z dorobkiem nauk humanistycznych, znacznie poszerzył swoje zainteresowania kulturalne.

Wcielił się w rolę szefa – on, który w dzieciństwie cały czas był karmiony ideami syndykalizmu. Na każdym większym spo­tkaniu rodzinnym wyrzekano na szefów i dyrektorów, tych wy­zyskiwaczy, którzy wzbogacili się na plecach robotników.

Na przestrzeni całej swojej drogi życiowej starał się zgrać swoje głębokie pragnienie odniesienia sukcesu ze swoją osobo­wością. Jego system wartości uległ znacznym przeobrażeniom. Jest teraz akceptowany i uznawany przez wszystkich. Ale nie wyparł się swoich korzeni i skromnych początków. ,,Nie wsty­dzę się być szefem, gdyż stwarzam miejsca pracy. Zatrudniam osoby, które, pozbawione inicjatywy, z pewnością byłyby bez­robotne. W naszym społeczeństwie nie za bardzo zachęca się lu­dzi do odnoszenia sukcesów. Ta mentalność powinna się zmie­nić. Powodzenie w życiu to nie żadna wstydliwa choroba!”.

Emil zdecydował się pokierować swoim życiem, a nie tyl­ko cierpliwie je znosić i poddawać się losowi. Żyje tak, jak ma­rzył i o co walczył, nieraz wbrew tradycji, pochodzeniu czy ogólnie przyjętym stereotypom, na które niejako był skazany. Dla niego prawdziwy sukces w życiu nie liczy się w milionach na koncie, lecz w wolności myślenia i w głębokich relacjach z innymi ludźmi.

Emil nie ukrywa, że na początku jego motywacja miała czysto materialny charakter. Za wszelką cenę chciał dowieść, że nie jest skazany na żywot robotnika, tak jak jego rodzice. Pragnął zarabiać pieniądze, aby móc żyć bez ciągłego ich li­czenia. Bał się tych trudności pod koniec każdego miesiąca, kiedy mięso znikało z jadłospisu; bał się tego płaczu najmłod­szego dziecka, które musiało nosić spodnie po starszym bracie.

Gdy osiągnął na tyle wysoki poziom bezpieczeństwa fi­nansowego, że nie musiał się już obawiać o dzień jutrzejszy, je­go motywacja skierowała się w stronę tworzenia własnego wi­zerunku społecznego i znalezienia uznania w oczach innych. Znacznie później Emil zrozumiał, że nie musi niczego nikomu udowadniać. Jego sukces wziął kolejny zakręt. Dzisiaj nie od­czuwa już potrzeby wykazywania innym, że jest najlepszy. Stał się wręcz bardzo dyskretny, jeśli chodzi o interesy.

Zaczął czytać coraz więcej książek z zakresu psychologii i filozofii; chciał zadbać przede wszystkim o swój osobisty, du­chowy rozwój. Zdał sobie sprawę, że swego poczucia we­wnętrznego spokoju nie zawdzięcza ani sytuacji materialnej, ani rozległości swych kontaktów. Jego prawdziwa wartość nie tkwiła też w jego potencjale zawodowym ani postrzeganiu przez rodzinę i przyjaciół. To w sobie samym znalazł głęboki sens swojej egzystencji, swego poszukiwania powodzenia w życiu. Ponieważ jest człowiekiem, wyszedł od tego, kim był, aby wznieść się ku innym ideałom. I zwrócił się w stronę Bo­ga. Odnalazł w ten sposób wewnętrzny spokój i poczuł się w harmonii ze światem. ?Mój sukces tkwi w mojej wierze w Boga i w pokoju, który ogarnął moją duszę i umysł – lubi twierdzić. – Trzeba mieć ten pokój w sobie, aby móc go prze­kazywać innym”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.