Savoir-vivre

Istnieją doświadczenia, które pozostawiają nieprzyjemne, iry­tujące, paskudne wspomnienie. Raz wszakże opowiedziane, niemiłe przygody lub zdarzenia często przekształcają się w za­bawne historyjki. Śmiejąc się z anegdotek, każdy w głębi du­szy żywi nadzieję, że nigdy nic takiego mu się nie przydarzy i na pewno nie stanie się niechlubnym bohaterem kolejnych opowiastek w towarzystwie.

Czasem naprawdę nie potrzeba wielkich wyczynów ani ge­niuszu, żeby zrealizować plany porzucone z braku ambicji, z obawy przed porażką albo po prostu dlatego, że weszło się w pewien rodzaj rodzinnej i zawodowej rutyny. Mijały lata, a wy ciągle byliście przekonani, że macie do odegrania jakąś rolę, że macie talent, że jesteście po prostu ambitni. Dzisiaj od­czuwacie potrzebę wydostania się z tych kolein, w które kiedyś wpadliście. Nagle nabraliście ochoty na sukces, na powodzenie w życiu, na to, żeby zawsze wszystko wam się udawało!

Powiedziałam: zawsze? Jakimż wyzwaniem jest połą­czyć powodzenia w działaniu z syndromem niepoprawnego szczęściarza! Cóż za zuchwalstwo za każdym razem święcić triumf! Czy to jest rzeczywiście możliwe? Jakiegoż magicz­nego napoju trzeba się napić, żeby z każdej próby wychodzić zwycięsko? Czy musicie zaprzedać duszę diabłu albo guru jakiejś sekty szczęścia? Czy zarobicie dzięki temu więcej pieniędzy i zaczniecie wygrywać w totolotka? Czy brzydcy staną się piękni, a nieśmiali wspaniałymi mówcami? Czy ta recepta ma zastosowanie również w sferze seksu?

Nie ciągnijmy już dalej tych domysłów i pytań. Nie ulega wątpliwości, że mając szczęście, szybciej osiągniemy sukces w jakiejś dziedzinie, ale to niejedyny czynnik, jaki wchodzi w grę. Z pewnością widzieliście nieraz w telewizji albo czyta­liście w kolorowych magazynach reportaże, które można by wspólnie zatytułować: ?Kim się stali?” – ci, którzy wygrali na loterii albo odziedziczyli duży spadek. I na pewno byliście zdziwieni lub oburzeni, widząc tych przypadkowych milione­rów, którzy po kilku latach zostali bez niczego albo prawie bez niczego. A przecież można powiedzieć, że mieli w życiu szczęście! Jak mogli tak szybko roztrwonić swoją fortunę? Dzisiaj, pełni frustracji, żyją już tylko wspomnieniami. Zazna­li bogactwa, ale nie potrafili nim zarządzać i nie są w stanie go odbudować. Niczego z tego doświadczenia nie wynieśli. Jedy­nie świadomość, że znowu mogą pójść do kolektury i zagrać w totolotka.

Z drugiej strony, prawdopodobnie słyszeliście albo być może znacie ludzi, którzy startowali od zera, a dziś stoją na czele przedsiębiorstwa, które przyniosło im fortunę. I w swych działaniach wcale nie liczyli na szczęście. Są to odważni, pra­cowici ludzie, którzy zrobili wszystko, aby odnieść sukces: ca­ły czas się dokształcali, byli zdyscyplinowani, dbali przede wszystkim o stały rozwój przedsiębiorstwa, a nie o własne dobra konsumpcyjne, trzymali się żelaznych zasad i nie bali się podejmować ryzyka, aby skorzystać z każdej nadarzającej się okazji… Jeśli ich fortuna jest rezultatem ciężkiej pracy, to ich prawdziwe bogactwo tkwi w ich wewnętrznej sile: potrafili określić i osiągnąć swoje cele; są uczciwi, wierzą w siebie i w innych… Ludzie ci posiadają zalety, które z pewnością i wam można przypisać. Nie ma żadnych istotnych powodów, abyście nie byli tacy jak oni.

Skoro macie ochotę wygrywać, przejdźcie do działania! Jeśli pozostaniecie w stadium ?chciałbym”, nigdy niczego nie osiągniecie. Pozostaniecie w rodzinie fatalistów, którzy mają nadzieję, że być może pewnego dnia ich życzenia się spełnią. I będziecie czekać. Jeśli nic szczególnego się nie wydarzy, po­wiecie sobie, że to normalne, że po prostu nic lepszego nie by­ło wam pisane. A widząc, że innym się powodzi, będziecie mieli w zanadrzu mnóstwo argumentów: to dlatego, że tamci urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą, że są silniejsi od was, że mają plecy, że nie mają problemów ze zdrowiem, że pomogli im rodzice… Was natomiast życie tak nie rozpieszczało.

W młodości człowiek dopiero poszukuje swojego miejsca. Nie wie jeszcze, jaki wybrać zawód, w jakim kierunku się kształcić, po jakiej drabinie się wspinać. Trzeba powiedzieć, że panujący wokół pesymizm i zawsze alarmująca skala bezrobo­cia potrafią już w zalążku zabić ducha przebojowości i wiary w powodzenie. Nastolatek wątpi we wszystko: w swój intelekt, swoje ciało i perspektywy na przyszłość. To normalne!

W wieku około trzydziestu lat nadchodzi okres planów, za­równo osobistych, jak i zawodowych. Jest się wtedy pełnym entuzjazmu i ambicji.

Dziesięć lat później wybija godzina pierwszych podsumo­wań i pierwszych porażek: rozwód, załamanie kariery zawodo­wej, restrukturyzacja przedsiębiorstwa, wizyta w urzędzie pra­cy w następstwie grupowych zwolnień… A przecież zupełnie inaczej wyobrażaliście sobie czterdzieste urodziny: szczęśliwa rodzina, wspaniały dom z basenem, wakacje w pięciogwiazd­kowym hotelu i, oczywiście, żadnych problemów finansowych.

Dzisiaj macie wrażenie, że nic nie posunęło się do przodu: wzrasta liczba bezdomnych, jak również tych, którzy bezustan­nie poszukują pracy. Wykluczenie dotyka coraz większej liczby ludzi. Nad każdym wisi groźba bankructwa i życiowej katastro­fy. Bieda nie jest już problemem marginalnym. Natykacie się na nią każdego dnia – na ulicy, w środkach komunikacji miejskiej, przy wejściach do wielkich sklepów. Uderza we wszystkich, bez rozróżniania na młodych i starych, na mężczyzn i kobiety.

Obawa popycha do czujności i hamuje wolę działania. Każdy plan czy zamierzenie staje się synonimem ryzyka, więc często dajecie sobie spokój. Jak zachować entuzjazm i ambicję wobec takiego defetyzmu? Wraz z wiekiem nabyliście do­świadczenia, ale do niczego wam ono nie służy, ponieważ nie wykorzystaliście go, żeby się rozwijać. Wasze pragnienie po­wodzenia w życiu ustąpiło miejsca strachowi.

Najmniejszy problem staje się dla was ciężkim ciosem. Czujecie się przegrani, bezsilni, niezdatni do niczego. Nawet w tenisa przegraliście z kimś, kogo jeszcze niedawno uczyliście grać. Przecież to katastrofa! Nie jesteście już tak sprawni fi­zycznie, a na dodatek zagubiliście gdzieś swoje wyczucie stra­tegii gry. Spotykacie dawnego kolegę z klasy, a ten w pierw­szych słowach oświadcza: ?Dobrze, że mnie zaczepiłeś, bo ja bym cię nigdy nie poznał!”. Krótko mówiąc, wszystko idzie źle. A jeszcze gorzej, jeśli dodacie do tego pojawiające się co­raz to nowe zmarszczki, nadwagę, siwe włosy albo łysinę…

Przestańcie mówić: ?Kiedy będę duży, to…”, ?Gdybym awansował, to…”. Odrzucając to, co chcieliście kiedyś przedsię­wziąć, skończycie na wmawianiu sobie: ?Kiedy będę na emery­turze, nareszcie będę miał czas na realizację swoich życiowych planów”.

W wieku pięćdziesięciu pięciu lat, gdy dowiadujecie się, że możecie przejść na wcześniejszą emeryturę, jesteście pierwszy­mi, którzy zgłaszają taką chęć. A kilka lat później ogarnia was żal i coraz częściej powtarzacie sobie: ?powinienem był…”.